Alfred nie wyglądał najlepiej. Włosy poszarpane morskim sztormem, który trafił się na jego łajbie, trochę ubłocone buty, ze względu, że zanim wsiadł do kolei Austro-Węgierskich musiał kawałek przejść. No i na koniec przeklęte opóźnienia. Dlatego też raczej nie szukał towarzystwa, nawet Ksiądz Windsor uciekł od niego jak najszybciej, szczególnie, że musiał dbać o swój wizerunek i zaszył się w łazienkach dworskich w celu zmiany stroju i zadbania o swój wizerunek.
Najgorsze jest to, że prezent, jaki przygotował dla szczęśliwych kobiet pozostał w ferworze pozostawiony na statku i tak Alfred przybył z prawie pustymi rękoma. Po drodze zakupił butelkę wina, dobrego rocznika, ale mało znanej marki, zaraz na przejściu granicznym, mając nadzieję, że Edelki nie pijają trunków plebejskich i nie znają marki.
Na jego szczęście, bankiet trwał dalej, a większość była w rauszu, który wystarczył, aby nikt nie zarejestrował, że dopiero się pojawił. Postarał się wpleść w tłum, przywitać z częścią osób, a część mocniej pijanych oszukać, że jest tutaj już od dawna.







